czwartek, 19 stycznia 2012

Lubienie i studiowanie

Wiecie? 
Mam fajnego chłopaka, rodzinę, znajomych, fajną drużynę i fajny hufiec.
I mam jeszcze mnóstwo fajnych nieznajomych.
Nie wiedziałam, że kiedykolwiek to napiszę, zważając na moją aspołeczność, ale... No tak, miło jest czasem usłyszeć od kogoś coś przyjemnego. To podbudowuje.
Mnóstwo ludzi na mnie zagłosowało w plebiscycie, dużo ludzi walczy, abym głosów miała więcej.
A mi się przypomniał cytat Mirowskiego: Mieć zaszczyt. Traktować harcerską służbę jako zaszczytny obowiązek, nie oczekując nagród, odznaczeń, wyróżnień. I tylko jedna nagroda za służbę: poczucie spełnionego obowiązku, oceniane we własnym sumieniu. Nie medale, nie premie, nie dyplomy, tylko – a może aż – spokojne sumienie, źródło wewnętrznego zadowolenia, szczęścia. Ku temu zmierza harcerskie, obywatelskie wychowanie.
I najfajniejsze jest to, że moje wieloletnie starania przynoszą pozytywne efekty wychowawcze, bo o to mi właśnie chodziło :)

Nawet studia mam fajne - pomyślała Marlena w dniu ostatnich wspólnych zajęć z grupą trzecią drugiego roku politologii.
Wyłączając sześć egzaminów, z czego dwa się nazywają zaliczeniami, bo jakby się nazywały egzaminami, to byłoby nieregulaminowo. Więc się nazywają zaliczeniami, choć są egzaminami.
Więc wyłączając sześć egzaminów, z czego dwa za mną, studia są fajne.
I nawet gospodarka światowa, o której wszyscy mówią, że była horrorem, dla mnie była nawet fajna. Może oceniam to z perspektywy piątki w indeksie, ale w sumie - no szanowna pani doktor, która z wyglądu przypominała Gaję Grzegorzewską nie mogła się okazać potworem.

I wiecie co? Może nawet to przywództwo polityczne będzie fajne?
Zobaczymy :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Nie-spanie

Nie mogę spać.

Czytam moją nową zdobycz książkową "Szczodre gody" o prześmiesznym bawarskim komisarzu, Kluftingerze.
Wiem, że sesja coraz bliżej i powinnam zarywać noc, ucząc się, ale zarwałam poprzednią, spałam jakieś 4h, od niespełna 20 godzin jestem na nogach i wcale mi się nie chce spać. 
Ale mi się niespanie i czytanie dla przyjemności należy, za plus z wielce tragicznej gospodarki światowej, zaliczonego kolokwium z podst. stosunków międzynarodowych i za naukę na dwa kolokwia.
Wiem, wiem, powinnam czytać Kissingera dla przyjemności. Za dużo politologii w moim życiu, na szczęście moja druga połowa nie daje mi zwariować i zamartwiać się polską sceną polityczną.

D., tak sobie myślę, wiesz, cudownie, że jesteś ;-)

piątek, 21 października 2011

Rower

Całą moją skromną osobą mierzącą 1,65m wzrostu uwielbiam Pana Elektronika ;-)
A oto mój nowy rower.

I jeszcze raz wielkie DZIĘĘĘĘĘĘĘKUUUUUUUUUJĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ! ;-)

środa, 21 września 2011

Z majówki w Monachium (bo tylko my możemy jechać 755km w jedną stronę na majówkę;-) )
Miałam pisać o tym, jak bardzo jest mi przykro, że w przeciągu około miesiąca jeden kot, w dodatku mój ukochany, zniknął, a drugi, dzisiaj, zdechł. I co z tego, że mam w domu jeszcze pięć kotów...
Ale napiszę o tym, że denerwują mnie ci dziwni ludzie, którzy kupują cyfrowe lustrzanki i myślą, że potrafią robić zdjęcia. I za 10 zł lub tam kilkadziesiąt robią "sesje"... Szalenie osłabia to pozycję prawdziwych fotografów, specjalistów w tej dziedzinie, którzy muszą zaniżać ceny usług fotograficznych, żeby się utrzymać na rynku. Podnosi mi się ciśnienie, gdy na fejsie wyskakują mi zdjęcia z takich "sesyjek" - jednak na cyfrowe aparaty powinny być pozwolenia lub koncesje - jak na broń.
A potem ludzie chcą 1000 zł za sesję ślubną i gdy dowiadują się, ile ona naprawdę kosztuje rezygnują, bo... jakaś tam piąta woda po kisielu z rodziny ma lustrzankę sooonyyy i zrobi sesję za litr wódki.
I jeszcze photoshopa powinni wydawać po badaniach psychologicznych, bo obróbki z ramkami w stylu bąbelki, serduszka, kwiatuszki i zmieniony kolor oczu są żenujące.
Uff, słowotok. To skutki siedzenia w domu i układania puzzli :-)

sobota, 2 lipca 2011

studia

Studia. Studia może i są nudne, może nie dają mi wiedzy do wykonywania jednego i konkretnego zawodu, ale, jak, zresztą słusznie, powiedział nam dr X, dają nam umiejętność zrozumienia pewnych procesów. Już po pierwszym roku wiem więcej, choć, tak jak wszyscy, wolę mówić, że niczego się nie nauczyłam.
Studia, a może ich fragment, konkretnie zajęcia z dr X, który pod maską brudu, smrodu i chamstwa skrywał całkiem ciekawe poglądy, uświadomiły mi, że nie chcę korzystać z mojej wolności w wymiarze jedynie wyboru papieru toaletowego albo sera, o czym upewniam się słuchając, co mówią pisiory.  Walczcie sobie o swoją Polskę, moja koncepcja wygląda inaczej. Nie chcę kraju, w którym sztuczna "mgła jest elementem straszliwej gry".

poniedziałek, 13 czerwca 2011

sesja

Towarzyszu podróży, zbudowałeś byt swój zasklepiając, jak termit, wyloty ku światłu i zwinąłeś się w kłębek w kokonie nawyków, w dławiącym rytuale codziennego życia. I choć przyprawia cię on co dzień o szaleństwo, mozolnie wzniosłeś szaniec z tego rytuału przeciw wichrom, przypływom, gwiazdom i uczuciu. Dość trudu cię kosztuje, by co dnia zapomnieć swej kondycji człowieka. Teraz glina, z której zostałeś utworzony wyschła i stwardniała. Nikt już się nie dobudzi w tobie astronoma, muzyka, altruisty, poety, człowieka, którzy zamieszkiwali może ciebie kiedyś.
 Adaś w Dniu świra
 Jak pięknie to ujął. We mnie nikt nie dobudzi politologa ;-)
HMP miażdży

piątek, 3 czerwca 2011

asertywność

Asertywność.
Studia mnie wszechstronnie kształcą. Właśnie nad konserwatyzmem nauczyłam się pleść kilka nowych rodzajów warkoczy. A tak poza tym wczoraj odniosłam triumf mej asertywności. Nie lubię, kiedy ludzie odbierają mnie za frajera i kujona. Że moja harcerskość wiąże się z totalnym frajerstwem. A mianowicie - grupa pisała koło z PS. Ja nie musiałam, bo byłam po prostu z niego zwolniona. Więc pewien osobnik płci męskiej poprosił mnie o pomoc w ściąganiu. Powiedziałam spoko, tylko jak dotrę do domu, a zajmie mi to minimum godzinę. Był totalnie rozczarowany, bo wolał, żebym była w pogotowiu przez cały czas pisania koła. Chciał, abym wróciła się na uczelnię. Problem w tym, że przez prawie cały rok akademicki w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Więc powiedziałam po prostu nie. 
Jeju, nienawidzę takich ludzi.
I się dowiaduję, że choć wślizgiem udaje im się zaliczać egzaminy, to chcą w przyszłości rządzić już nie tylko mną, ale i całą Polską.

A tak a propos tego spuścizny minionego weekendu, jedyne co mi przychodzi na myśl, to urywki z wiersza Świetlickiego: Trzeba zatrzasnąć drzwiczki z tektury i otworzyć okno,/ otworzyć okno i przewietrzyć pokój. / Zawsze się udawało, ale teraz się nie / udaje. Jedyny przypadek, / kiedy po wierszach / pozostaje smród.
Taki smród mi pozostał po niedzieli i nie wiem, czy chcę wietrzyć mój/nasz pokój. Może lepiej zamknijmy drzwi i się uduśmy tym morowym powietrzem. Nie wiem, co w tej chwili jest jedyne, prawdziwe, słuszne i niepodważalne i co powinnam/powinnyśmy zrobić.
W przeciwieństwie do bohatera z wiersza - nie chce mi się patrzeć w oko smoka. Ale jest czerwiec i tak samo wzruszam ramionami. Nie było burzy, burza będzie jutro. Ciekawe tylko, czy grad zniszczy wszystko, czy pojawi się tęcza. 

piątek, 20 maja 2011

Dawno mnie tutaj nie było. I chociaż dużo się działo, to jakoś nie wiem, co mądrego o tym napisać. Pomimo złych wróżb mojego instruktora nauki jazdy, zdałam kretyński egzamin i już mam prawo do jazdy moim przecudnym Renault, mimo wszystko marząc o garbusie <3

Nie lubię polskiej biurokracji, gdzie w czarnej dziurze (a może czarnej dupie?) zniknęło moje podanie. 

Co jeszcze się działo? Po pół roku przygotowań wygraliśmy z Kamieniem Milowym festiwal. A wcześniej byliśmy z Panem Elektronikiem na majówce w Monachium, gdzie nie było śniegu. 
Dziwne uczucie, jednego dnia nosić krótkie spodenki, a drugiego wjechać do Polski i obejrzeć śnieg ;-)

niedziela, 10 kwietnia 2011

znowu zamiast się uczyć trzaskam plakat, tym razem obozowy.
generalnie jest tak, jak powinno być, przed sesją będą krew pot i łzy, ale kto by się martwił sesją.
pozdrawiam Anię, która jest pokemonem i pana Elektronika bez motywowania, dlaczego.

Od kilku dni czekam aż na stronie chorągwi pokaże się rozkaz o moim phm i czekam na zgłoszenia na rajd, a tak w najbliższym czasie to czekam aż pan Elektronik wróci z próby.
No ale socjologia i inne patologie wzywają, więc dobranoc.

piątek, 1 kwietnia 2011

Kryzys energetyczny minął, więc humor od razu mam lepszy. Tylko ze zmęczenia zasnęłam dzisiaj i obudziłam się po kilku godzinach, kiedy w tvn24 leciała konferencja PG o Smoleńsku. I śniły mi się przepiękne czekoladki, z radości, po przebudzeniu, podwyższyła mi się temperatura.

wtorek, 29 marca 2011

No i żyję sobie w harctrixie. Myśląc tylko o tym, jaki papierek trzeba wypełnić na jaki rajd, a jak ma wyglądać logo, które mam wysłać do czwartku. I jak podpisać zdjęcie na konkurs. I że mundur trzeba wyprać, żeby ładnie się prezentować przed Ch KSI. A jak już wyprałam, to żeby zdążył wyschnąć do jutra. I że trzeba go wyprasować i wygłaskać. A jak już o tym zapominam, to przypomina mi się, że rajd już blisko, a promocji zero, więc zamiast się uczyć, zakładam bloga, i co z tego, że plecy bolą od siedzenia, że może powinnam zrobić sobie jedzenie, że spać mi się chce. Jak tego nie zrobię, to nie będę mogła się skoncentrować. Chociaż jak już coś kończę, to wymyślam sobie nowego. Czyli harctrix pełną gębą.
Jestem zmęczona i marzę o tym, żeby zasnąć w cieple. Infantylne. W obliczu dwóch konkursów, których i tak nie wygramy i nauki na HPP.

wtorek, 8 marca 2011

Cieszenie się

Cześć, cieszę się, bo jest Piro i jest Słońce. I jest Kamień Milowy. I co z tego, że jutro ćwiczenia z HPP, a ja nie umiem. Mam dobry humor. 
W radio leciał najpierw Hurt, a teraz Happysad, zespoły, których nie znoszę i jak tylko słyszę to je wyłączam, ale dzisiaj nawet to mnie nie drażni. Jest Piro, jest Słońce, Kamień Milowy i może w końcu zrobi się ciepło.
No dobra - puścili Strachy na Lachy, zmieniam stację i wracam do nauki, żeby się przekonać, czy na pewno czeka mnie tylko krew, pot i łzy na HPP. 

środa, 9 lutego 2011

ferie

Kochane feriusie. Jestem tak zmęczona, że nie wiem, za co mam się zabrać. I tak rozkojarzona, że nie wierzę w to, że przez jakiś czas nie będzie się trzeba uczyć. Z radości poszłam do fryzjera. I  kiedy wróciłam już myślałam, że będę się nudzić, ale właśnie przypomniało mi się/zobaczyłam, że w salonie jeszcze stoi choinka, więc mam już zajęcie na dzisiejsze popołudnie.

wtorek, 1 lutego 2011

sesja

Nie było mnie tu miesiąc, ale żyję. 
Gdzieś pomiędzy Koszmarową a jednym i drugim domem. Pomiędzy nauką politologii a wkurzaniem się na to, że tragedia smoleńska zdominowała tvn24. Pomiędzy spaniem a uczeniem się. Gdzieś tam jestem ja.
I jak nie wiem, co pisać o przebiegu puczu monachijskiego, to piszę o piwiarni, w której się rozpoczął i dodaję w nawiasie, że Hitler był abstynentem i wegetarianinem. Potem dodaję, że na Odeonsplatz jest tabliczka, która upamiętnia pucz monachijski. A w ważnych wydarzeniach w latach 1935-1938 piszę o nocy kryształowej z zaznaczeniem, że nie było tego na ćwiczeniach, ale dla mnie jest ważnym wydarzeniem. No nic. Pozostaje mi tylko wierzyć, że będzie dobrze.
I cieszyć się. Z wielu powodów. Ale na ten temat nie chcę się uzewnętrzniać.

czwartek, 30 grudnia 2010

Marlena się uczy. Poprawka: Próbuje uczyć. Zamiast tego zasypia albo słucha cudnie przemądrzałej muzyki, wiedząc, że słuchanie muzyki, nie idzie w parze z nauką historii. 
Dostałam sanki w prezencie od Pana Elektronika.
W sumie to poszłabym teraz chętnie na nich pozjeżdżać z jakiejkolwiek górki, ale... po pierwsze mam problem ze znalezieniem jakiejkolwiek górki, po drugie nie mam z kim iść, a po trzecie jestem chora. Fenomenem jest to, że to nie ja pozarażałam moją rodzinę jakąś paskudna grypą, tylko oni mnie.

Zimno mi. Wracam pod kołdrę. 
Cieszcie się, więcej postów na tym blogu nie będzie już w tym roku.